ści, by ta nienawiść z całą siłą wybuchnęła. Zapytałem go jakim prawem bije psy moje. Odpowiedź jego była bardziéj jeszcze wyzywającą, aniżeli moja zaczepka.
Byliśmy sami, młodzi, rywale, nienawidziliśmy się, każdy z nas miał broń u boku, więc dobyliśmy kordelasów, uderzyliśmy na siebie, i Caradec spadł z konia na wskroś przeszyty.
Niepodobna opowiedziéć wam, co się zemną działo, gdym go widział we krwi leżącego na ziemi, tarzającego się w boleściach konania. Dałem koniowi ostrogi, i jak szalony w głąb lasu popędziłem. Usłyszałem hallali, i piérwszy na miejsce przybiegłem. Pamiętam tylko, żeś mnie się zapytał, Mont-Louis, dla czegom tak blady?
— I ja to pamiętam, odpowiedział Mont-Louis.
— Przypomniałem sobie, wtedy przestrogę czarownicy i gorżkom żałował, żem jéj nie posłuchał: ten pojedynek tak sam na sam, zdawał mi się być zabójstwem raczéj. Nantes i cała okolica stała się dla mnie nieznośną, bo wszędzie o zamor-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/480
Wygląd
Ta strona została przepisana.