ło wczoraj, chociaż odtąd już lat dwadzieścia upłynęło. Miała na sobie zwykły ubiór Bretonek: czarną suknię i biały czepek; siedziała na wiązce janowcu, którą dopiéro co Była związała.
Mój ojciec jechał na koniu skarogniadym, stryj na młodym siwoszu, pełnym ognia i życia, a ja na białym kucyku, łagodnym jak baranek.
Kobiéta podniosła oczy i spojrzała na nas z pewnym wyrazem ciekawości, a widząc mnie pewnym w strzemionach moich, przy ojcu, który zdawał się być dumnym z swojego syna, powstała nagle i przystępując do mnie, zawołała:
— Jakaż szkoda!
— Coż znaczą te słowa? zapyTał mój ojciec.
— To znaczy, że nie lubię tego małego białego konika, odpowiedziała kobiéta.
— A to dla czego, matko?
— Bo on przyniesie nieszczęście dla waszego syna, panie de Pantcalec.
My Bretończykowie jesteśmy zabobonni, jak wam to wiadomo. Tak dalece, że mój
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/467
Wygląd
Ta strona została przepisana.