Ta strona została przepisana.
niebezpieczeństwa... Otóż pozostałbym się, a wiecież wy dla czego?
— Nie.
— Mam strach.
— Ty? Pantcalec? Ty i strach! To są dwa sprzeczne z sobą wyrazy.
— O mój Boże, moi kochani, ocean wprawdzie zbawieniem jest naszém, bo każdy z nas z łatwością jednę z tysiąca bark, krążących po Loarze, znaleść może, któraby go z Paimboeuf do Saint-Nazaire przeniosła. Ale to, co was ocali, śmiercią jest dla mnie.
— Nie rozumiem cię, wymówił Talhouet.
— Przestraszasz nas, dodał Mont-Louis.
— Więc mnie posłuchajcie, przyjaciele moi.
I Pantcalec, zaczął opowiadać co następuje, słuchali go z religijną uwagą, bo wiadomo było, że bardzo ważnym musiał być powód, który na obawę jego zasłużył.