Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/463

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— I ja wam takąż samą pokazać mogę, ozwał się Mont-Louis; wsunięto mi ją pod szklankę u stołu, co żonę moję, niewiedzącą o niczém, wielce przestraszyło.
— Co do mnie, wyrzekł Talhouet, to czekam i nie lękam się niczego. Kraj się uspokoił i nowiny z Paryża są pomyślne.
Każdego dnia rejent kogoś z uwięzionych w bastylji, za sprawę hiszpańską, wypuścić każe.
— I ja wam także z kolei opowiem jakie dziwne odebrałem dziś ostrzeżenie. Pokażcie wasze karteczki, porównamy pismo, bo to może jaki podstęp.
— Tego nie przypuszczam, i skoro nam radzą ucieczkę, to zapewne jesteśmy jakiém zagrożeni niebezpieczeństwem; więc nie mamy powodu lękać się o opinią naszą, bo o téj mowy być nie może. Sprawy bretońskie już są skończone: twój brat, Talhouet’cie, i kuzyn, uciekli do Hiszpanii? Salduc, Rohan, Kerantec, Sambilly, członek parlamentu, zniknęli, i uznano ich obawę za słuszną. Wyznaję przeto otwar-