chnął, owym uśmiechem, któregoby mu i sam Mefistofeles był pozazdrościł.
— Ciszéj tam! zawołał Szwajcar, niewiedząc kto robi tę wrzawę i który pragnąłby nowozaślubieni nie stracili i jednego słówka z pobożnéj przemowy jałmużnika.
— Sza, jaśnie oświecony panie, powtórzył Dubois, przeszkadzasz ceremonii.
— Zobaczysz, pochwycił książę, że jeżeli nie umilkniemy, to ona nas każę za drzwi wypchnąć.
— Ależ ciszéj! zawołał po raz drugi Szwajcar, uderzając halabardą swoją w podłogę chóru, właśnie gdy księżna Berry poleciła panu de Mouchy, by zobaczył co tę wrzawę spowodowało.
Pan de Mouchy pospieszył rozkaz księżnej wykonać, i spostrzegając dwie osoby chroniące się w cieniu, przystąpił do nich krokiem śmiałym i z podniesioną głową.
— Któż tu robi ten hałas? zapytał, i któż wam pozwolił wnijść do kościoła, moi panowie?
— Ten, który ma ochotę was wszystkich oknem powyrzucać, odrzekł rejent, ale który
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/46
Wygląd
Ta strona została przepisana.