Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/436

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— O biedne dziecię! poszepnął rejent.
I wszakżeż dla każdego położenie Heleny było godném litości. Bladość jéj straszne zdradzała cierpienia, i mówiąc, łzy jéj same, bez łkania, płynęły, jako towarzysze jéj słów; widać było, że te słowa wychodziły z serca, że nic nie przyrzekała, czegoby w każdéj chwili dokonać gotową nie była.
— Dobrze, niechżeż tak będzie: przyrzekam pani, że wszystko uczynię, by ocalić Gastona.
Helena chciała mu do nóg upaść, tyle obaw a przed nieszczęściem grożącém Gastonowi, zgnębiła siłę jéj ducha. Rejent ujął ją w swoje ramiona. Helena zadrżała, bo w dotknięciu się tego człowieka było coś, co jéj serce nadzieją i pociechą napawało. Pozostała więc wsparta na jego ręku, nie robiąc żadnego poruszenia, by się podnieść.
— A więc przejdźmy do tego, co nam najspieszniéj czynić wypada, ozwał się rejent, popatrzywszy przez chwil kilka na Helenę z takim wyrazem, że byłby się