mi okrzykiem radości, że i on do Paryża jedzie.
— A więc nie jesteś spólniczką jego! zawołał rejent oswobodzony z ciężaru, który mu serce przytłaczał.
— Jego spólniczką! krzyknęła Helena z przerażeniem, o mój Boże, cóż to pan mówisz?
— Nic, nic...
— O panie, wymówiłeś słowo, które mi wszystko odsłania. Tak, pytałam nieraz sama siebie, zkąd ta zmiana w usposobieniu Gastona; dla czego już od roku chmura smutku powleka mu lica, gdy o naszéj przyszłości wspominam; dla czego mi nieraz z smutnym odpowiada uśmiechem:« myślmy raczéj o teraźniejszości, Heleno, bo nikt nie jest pewnym jutra». Dla czego nakoniec, w tak głębokie pogrąża się dumania, jak gdyby mu jakie wielkie groziło nieszczęście? Ach, to wielkie nieszczęście, pan mi je odkryłeś. Gaston tam u nas przestawał tylko z malkontentami, jak Mont-Louis, Pontcalec, Talhouet, i t. p. Ah! Ga-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/432
Wygląd
Ta strona została przepisana.