— Co tydzień.
— Więc go kochasz?
— Tak, panie, kocham go.
— Ale jakżeż mogłaś rozrządzać sercem swojém, wiedząc, że nie sama od siebie zależysz?
— Od lat szesnastu nic o rodzinie mojéj nie słyszałam, nie mogłam więc przypuszczać, że ona teraz zgłosi się do mnie, czyli raczéj, że ohydny podstęp wyrwie mnie z tego ustronia, w którém dotąd tak spokojnie żyłam.
— Więc ciągle myślisz, że ten człowiek kłamał przed tobą, że on nie jest ojcem twoim?
— Niestety! panie, już nie wiem w co wierzyć, i rozum mój błąka się w owéj gorączkowéj rzeczywistości, która mi się snem być wydaje.
— Ale czemużeś się raczej serca swego nie pytała, Heleno? Czyliż ono ci nic nie mówiła, gdy ten człowiek był przy tobie?
— O, przeciwnie, tak długo póki przy mnie bawił,, byłam pewną, że on jest oj-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/430
Wygląd
Ta strona została przepisana.