Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/429

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Tak jest; uląkł się tajemnicy, jaka mnie otacza, bo sądził, że ona coś nieszczęsnego dla mnie ukrywa.
— Ale, ażeby panią przekonać, musiał ci na to jaki dać dowód?
— Byłoż prócz tego domu, jeszcze innego potrzeba dowodu? Ojciec córki swojéj tamby nie zaprowadził!
— Tak, to prawda, poszepnął rejent, niesłusznie sobie postąpił. Ale wyznaj, że bez podmawiania Gastona, nie byłabyś w niewinności swojéj, żadnego powzięła podejrzenia?
— Zapewne, ale na szczęście, Gaston czuwał nademną.
— Czy pani we wszystko wierzysz, co ci Gaston mówi?
— Tak chętnie podziela się zdanie ukochanéj osoby.
— I pani go kochasz?
— Już prawie dwa lata.
— Ale jakżeście się widywali w klasztorze?
— W nocy, za pomocą łódki.
— I częstoż panią widywał?