Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/426

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

obcy tak dobrze zna te wszystkie szczegóły.
— Nazajutrz odwiedził panią kawaler Gaston de Chaulay, który ci pod przybraniem nazwiskiem pana de Livry w ciągu całéj drogi towarzyszył. Téj wizycie opierała się napróżno pani Desroches.
— Tak jest, i zapewne to Gaston wszystko panu powiedział.
— Potem kazano panią do Paryża przywieść. Opierałaś się temu, ale musiałaś pani być posłuszną. Umieszczono cię w domu, na przedmieściu ś. Antoniego, ale niewola tamże była nieznośną dla pani.—
Mylisz się pan, nie była to niewola tylko, ale raczéj więzienie.
— Tłumacz się pani jaśniéj.
— Czyż Gaston nie opowiedział panu obawy swojéj, któréj z początku nie podzielałam, a następnie całkiem się nią przejęłam?
— Nie. Jakaż to obawa?
— Jeżeli on tego panu nie powiedział, to jakżeż ja to wypowiedzieć zdołam?