ry tylko co miał zapytać, o jakiéj tu ceremonii mowa.
— To każę waszą, królewską mość wprost do kaplicy zaprowadzić.
Książe i Dubois spojrzeli na siebie, jako ludzie, którzy nic nie pojmują, co się dzieje.
— Do kaplicy? zapytał książe.
— Tak jest, jaśnie oświecony panie, bo ceremonija zaczęła się już od dwudziestu minut.
— Cóż to się znaczy? poszepnął książę, pochylając się ku opatowi, czyliżby i ta została mniszką?
— Prędzejbym przypuścił, że ślub bierze, odpowiedział Dubois.
— Do stu djabłów! krzyknął rejent. Brakowałoby tylko tego jeszcze! i rzucił się na wschody a zanim Dubois pospieszał.
— Jaśnie oświecony pan nie każę się zaprowadzić? pytał szwajcar.
— Niepotrzeba, wołał rejent już na końcu wschodów, znam drogę.
Z zadziwiającą szybkością przy tuszy swojéj, przebiegał książę korytarze i poko-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/41
Wygląd
Ta strona została przepisana.