Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/405

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

kretarz, doręczy ci kartę, za okazaniem któréj będziesz przypuszczonym do audiencji u rejenta; co więcéj, ręczę za ciebie mojém słowem.
— To jest wszystko, czego pod tym względem żądałem.
— Czy masz mi jeszcze co powiedzieć?
— Tak jest. Zanim pożegnani waszą ekscellencją, a może już więcéj nie będę miał sposobności widzieć jaśnie oświeconego pana w tém życiu, mam jeszcze o jednę wielką łaskę prosić.
— O jakąż łaskę? słucham.
— Wybacz wasza ekscelencja i nie dziw się, że się waham nieco; bo tutaj nie chodzi o zwyczajną usługę lub téż osobiste względy. Gaston de Chaulay nie potrzebuje dla siebie nic więcéj, jak sztyletu, a ten już ma. Ale czyniąc ofiarę z mojego ciała, nie chcę poświęcić i duszy. A dusza moja, jaśnie oświecony panie, należy nasamprzód do Boga, a potém do jednéj młodéj dziewczyny, którą nad wszystko kocham. Smutna to ta miłość, która ponad grobem zakwitła, nieprawdaż?