Ta strona została przepisana.
— Prawdziwy z ciebie błazen!
— Ależ, zdaje mi się, że waszéj królewskiéj mości nie źle z tém błazeństwem?
— O, ja wiem, że ty masz zawsze słuszność.
— A tamci?
— Jacy?
— Tam, nasi Bretonowie: Pantcalec, Bucouédicc, Talhouet i Mont-Louis.
— O nieszczęśliwi, bo wiesz ich nazwiska!
— A toćżem dla tego w hotelu pod Muids d’amour przebywał.
— Dowiedzą się, że ich spólnika aresztowano.
— Przez kogo?
— Skoro żadnéj od niego nie odbiorą wiadomości, domyślą się co go spotkało.
— Ba! mamy przecież kapitana la Jonquière, który ich zaspokoić potrafi.
— Ale znają zapewne pismo jego.
— No, no! wcale nie źle, i jaśnie oświecony pan zaczynasz się formować. Ale to są nadaremne trudy, jak mówi Rousseau,