— Zawsze jakieś tajemnice, Gastonie że aż się lękam przyszłości.
— Jest to już ostatnia tajemnica. Odtąd już żadnéj dla ciebie mieć nie będę.
— Dziękuję ci. Gastonie.
— A teraz jestem na twoje rozkazy.
— Idźmy!
Helena wsparła się na ręku Gastona i przeszła z nim przez salon. W salonie była pani Desroches, skurczona od złości, gryzmoląca jakiś list, którego przeznaczenie nietrudno było odgadnąć.
— Ach mój Boże! zawołała, gdzież pani idziesz? co pani robisz?
— Gdzie idę?... Odjeżdżam. Co robię?... uciekam z domu, gdzie mój honor jest zagrożonym.
— Jakto! krzyknęła ochmistrzyni i podskoczyła z krzesła, jakby za poruszeniem sprężyny. Pani wychodzisz z swoim kochankiem?
— Mylisz się pani, odpowiedziała Helena z całą godnością, wychodzę z mężem moim.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/381
Wygląd
Ta strona została przepisana.