— O mój Boże, mój Boże! i mamżeż się wyrzec tej słodkiej myśli, że mam ojca, opiekuna, przyjaciela!
— Niestety! a jeszcze w chwili, gdy może sama pozostaniesz na świecie! zawołał Gaston, wyjawiając pomimowoli część jednę tajemnicy swojéj.
— Co mówisz, Gastonie? o cóż znaczą te twoje słowa?
— Nic, nic... kilka wyrazów bez myśli z ust mi wybiegło, niechaj one cię bynajmniej nie trwożą.
— Gastonie, ty ukrywasz coś przedemną, coś okropnego, bo w chwili, gdy tracę mojego ojca, mówisz, że i ty mnie opuścisz.
— O Heleno, ja ciebie tylko wraz z życiem mojém opuszczę!
— Ach! otóżto! twoje życie jest zagrożoném, i to umierając lękasz się mnie samą zostawić. Gastonie, ty mnie zdradzasz; nie jesteś już tym Gastonem co dawniéj. Mało się tylko ucieszyłeś, znalazłszy mnie dzisiaj, i nie czułeś już tak niezmiernéj boleści, postradawszy mnie wczoraj.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/376
Wygląd
Ta strona została przepisana.