Nikt z miejsca się nie ruszył, bo czekali na rozkaz ochmistrzyni.
Helena uśmiechnęła się wzgardliwie, i niechcąc się poniżyć w obec służalców, zrobiła ręką, tak nakazujące poruszenie, że pani Desroches ustąpiła odedrzwi, zostawiając jéj wolne wyjście. Helena zwolna i z całą godnością zeszła po wschodach, a za nią zdążała pani Desroches, osłupiała, że znalazła tak silną wolę w młodéj dziewczynie, wychowance klasztoru.
— To jakby jaka królowa, wymówiła pokojowa, idąc za panią Desroches; co do mnie, to już miałam pójść drzwi otworzyć, gdyby sama nie była poszła.
— Niestety! otóżto one wszystkie w téj familii takie, westchnęła ochmistrzyni.
— Więc pani znałaś jéj familją? zapytała pokojowa zdziwiona.
— Tak jest, odpowiedziała pani Desroches, miarkując, że za wiele powiedziała.
Znałam kiedyś margrabiego, jej ojca.
Tymczasem Helena zeszła, przebiegła dziedziniec i kazała sobie drzwi na ulicę otworzyć, W progu już stał Gaston.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/372
Wygląd
Ta strona została przepisana.