— Mam rozkaz wyraźny, by tego pana młodego nie wpuszczać do pani.
— A ja rozkazuję, byś go pani zaraz do mnie wpuściła.
— Pani nie jesteś posłuszną ojcu swojemu, odpowiedziała pani Desroches w połowie z gniewem, w połowie z pewnym uszanowaniem. Niechętnieby to widział.
— Mój ojciec nie ma tu nic do widzenia, a tém mniéj oczyma pani.
— A któż rozrządza losem pani?
— Ja, ja sama, zawołała Helena oburzona tą władzą, jakiéj ulegać miała.
— Przysięgam, że ojciec pani...
— Że ojciec mój zgodzi się na to, co uczynię, jeżeli jest moim ojcem.
Słowo to, wymówione z całą dumą cesarzowéj, przygniotło panią Desroches przewagą swoją, z jaką było wyrzeczone, ograniczyła się więc na milczeniu, nieruszając się z miejsca, w czém ją i obecni naśladowali służący.
— I cóż? rozkazałam, by drzwi otworzono, zawołała znowu Helena, i czyliż mój rozkazie zostanie wypełnionym?
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/371
Wygląd
Ta strona została przepisana.