polu bitwy, śmiał się z przedsięwzięć Hiszpanów, by nieprawych synów Ludwika XIV porwać, ale obecnie przejmował go przestrach, z którego sobie sam sprawy zdać nie umiał. Pomimowolnie czuł pociąg niezwyczajny i pewien rodzaj uwielbienia dla tego młodego człowieka, którego sztylet nad jego głową był wzniesiony; chwilami nienawidził go, i znowu go usprawiedliwiał a nawet i kochał. Mniemał, że Dubois, który, jak małpa piekielna, przyczajona nad dogorywającą zdobyczą, śledzi ów spisek i szponami swojemi sięga aż na dno serca jego, uzbrojony jest wyższą wolą i rozumem. Czuł, że w obecnych okolicznościach byłby słabo swojego bronił życia, chociaż mu nigdy jeszcze na odwadze nie zbywało. Trzymał pióro w ręku a rozkaz przed jego leżał oczyma.
— Tak, mówił sam do siebie, Dubois ma słuszność, bo życie moje, które tak często narażam, już nie do mnie należy. Wczoraj mówiła mi to samo matka moja. I któż odgadnie, coby się z światem stało, gdybym teraz żyć przestał? Może to samo, co
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/361
Wygląd
Ta strona została przepisana.