— Zaraz.
Tapin zwrócił się ku drzwiom.
— Nie, poczekaj... namyśliłem się. Jutro rano będzie dość czasu.
— A teraz, ozwał się Tapin, zatrzymując się znowu, czy pozwolisz sobie jaśnie wielmożny pan jednę osobistą zrobić uwagę?
— Gadajże!
— Jako ajent jaśnie wielmożnego pana pobieram dziennie trzy talary.
— Czy to niedosyć, hultaju?
— Dla ajenta dosyć, i nie żalę się na to. Ale, widzi Bóg, że za mało dla kupca.
O, bo to głupie rzemiosło.
— Pij dla rozrywki!
— Znienawidziłem wino, odtąd jak je sprzedaje.
— Bo widzisz jak się ono robi. Ale pij szampańskie, muszkatellowe, rozynkowe, jeżeli takie istnieje, a Bourguignon za wszystko zapłaci. Ale, otóż i rzeczywiście miał napad apoplektyczny, popełniłeś więc tylko chronologiczne kłamstwo.
— Na prawdę, jaśnie wielmożny panie?
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/339
Wygląd
Ta strona została przepisana.