Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/328

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Rozumiem; i większość postanowiła, ażeby zabić rejenta?
— Tak jest, jaśnie oświecony panie: czterech było za zabójstwem, a jeden tylko przeciwnie.
— A ten był?
— Gdybym i miał utracić zaufanie waszéj ekscelencji, to jednakże wyznać muszę, że to byłem ja.
— Ale jakżeż pan mogłeś wziąść na siebie wykonanie zamiaru, którego nie pochwalałeś?
— Postanowiono, by los ślepy naznaczył tego, który ma cios wymierzyć.
— I los...?
— Padł na mnie, jaśnie oświecony panie.
— Czemużeś pan nie odrzucił téj missji?
— Kréskowanie było tajemnice! I nikt, nie wiedział za czém głosuję. Byliby mnie wzięli za tchórza, za podlca.
— I pan przybyłeś do Paryża...?
— Wykonać to, co mi nakazano.

— Licząc na mnie?