Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Chaulay skłonił się lekko.
— Otóż to, mówił Dubois sam do siebie, zdaje się, że nie mam bardzo wojennéj postawy. To wina tego djablego nosa, zawsze mi na przeszkodzie. Ale co tam! za to głowa dobra.
— Teraz jesteśmy sami, ozwał się rejent, po wyjściu Dubois, więc słucham pana.
— Wasza ekscelencja czynisz mi wielki zaszczyt.
— Mów, mój panie. Musisz się domyślać, żem bardzo niecierpliwy, nieprawdaż? wyrzekł rejent z uśmiechem.
— Tak jest, bo wasza ekscelencja zapewne się i dziwisz, że dotąd jeszcze nie nadeszła pewna depesza od kardynała Alberoniego, którą jaśnie oświecony pan miałeś odebrać.
— Nie inaczéj, odpowiedział rejent, zmuszony okolicznościami do kłamstwa.
— Wytłumaczę jaśnie oświeconemu panu to opóźnienie: posłaniec, mający wieść ową depeszę, leży chory w Madrycie. Baron Valef, przyjaciel mój, ofiarował usługi swoje. Wahano się jednakże przez dni