Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Sądziłem, że to ja nasamprzód mam coś usłyszeć, odpowiedział Gaston, trzymając się ciągle na stanowisku odporném.
— To jest prawda. Ale przecież zaczynamy dopiero rozmawiać. a w rozmowie każdy mówi z kolei.
— Wasza ekscelencja czynisz mi zbyt wielki zaszczyt, i ja dam przykład zupełnego zaufania.
— Słucham pana.
— Panie, stany bretońskie...
— Malkontanci bretońscy, przerwał mu książę z uśmiechem, pomimo znaku ostrzegającego, jaki mu Dubois zrobił.
— Owych malkontentów jest tylu, odrzekł Gaston, że mogą być uważani za reprezentantów całej prowincyi. Jednakżeż zatrzymam to wyrażenie, jakiego wasza ekscelencja użyłeś. Otóż malkontenci bretońscy przysłali mnie do waszéj ekscelencji, by się dowiedzieć o zamiarach Hiszpanii w tym względzie.
— Posłyszmy wprzódy co Bretanija czynić zamyśla, przemówił rejent.