nie dostrzegł chmury, jaka na czole kawalera zaległa.
— Chodź, kawalerze, zawołał, czekają nas.
Gaston, upewniony samą ważnością przedsięwziętego czynu, szedł daléj mocnym krokiem po kobiercu, który stąpanie jego tłumił. Zdawało mu się, że jest cieniem, ukazującym się drugiemu cieniowi. Bo tyłem do drzwi siedział jakiś człowiek, milczący i nieruchomy, jakoby zagrzebany w głębokim fotelu. Światło jedynéj świecy jarzącéj w całym pokoju, stojącéj w srebrnym świeczniku, za zasłonką, na stole, rozjaśniało tylko założone na krzyż nogi siedzącego. Głowa i ramiona zostawały w półcieniu.
Gaston dojrzał rysy jego: były wyraziste i szlachetne. A znał on się na ludziach rasowych i od razu dostrzegł, że to nie był drugi kapitan la Jonquière. Wyraz dobroci otaczał usta, a oko jego było duże, spojrzenie śmiałe i pewne, jak spojrzenie królów lub zwierząt drapieżnych. Na czole jego wyczytał myśli głębokie a w delika-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/312
Wygląd
Ta strona została przepisana.