Powiedzieliśmy już, że pan de Montorau był dawniéj rządcą Bretonii.
Ależ w tym czasie i Gaston zrobił postanowienie swoje. Wstyd go było, że miał do czynienia z człowiekiem takim, jak la Jonquière, a nadto, że przyjął względem takiego hultaja stanowisko podrzędne. Cieszył się, że odtąd będzie miał tylko do czynienia z naczelnikiem godnym tego przedsięwzięcia; gdyby zaś w nim spostrzegł tęż samą podłość i sprzedajność, postanowił natychmiast do Nantes powrócić, opowiedzieć przyjaciołom wszystko i zapytać ich, co mu daléj czynić wypada.
O Helenę się nie lękał, bo znał jej niezłomną odwagę, jéj miłość i wiarę nieograniczoną. Wiedział, iżby raczéj umarła, zanimby miała chociaż mimowolny powód zarumienienia się, w obec swojego kochanka.
Przekonał się z radością, że szczęście odzyskania ojca nie zmniejszyło jéj uczuć dla niego, ani téż, że obecne świetne położenie dozwoliło jéj o przeszłości zapomniéć. Drugostronnie obawa, co do owego tajemniczego ojcostwa, nie odstąpiła go
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/305
Wygląd
Ta strona została przepisana.