— Niechaj się wprzódy chemik i sekretarz wydalą.
— Czy za tém obstajesz?
— Koniecznie.
— Skoroś się uwziął...
I rejent pożegnał przyjazném poruszeniem ręki Humberta a znakiem rozkazującym sekretarza.
Wyszli obydwaj.
— A teraz powiedz, zapytał rejent, czego chcesz odemnie?
— Chcę waszéj królewskiéj mości przedstawić młodego człowieka, tylko co przybyłego z Bretanii, poleconego mi szczególniéj. Jest to śliczny chłopiec.
— Jakżeż się nazywa?
— Kawaler Gaston dc Chaulay.
— De Chaulay?... powtórzył rejent, czytając w pamięci swojéj. Nie znam tego nazwiska.
— Do prawdy?
— A tak. Zdaje mi się, żem je już kiedyś słyszał, ale gdzie i przy jakiéj okoliczności, to tego już nie pamiętam... I po cóż ten twój protegowany do Paryża przyjeżdża?
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/295
Wygląd
Ta strona została przepisana.