— To znaczy, jaśnie oświecony panie, że zmieniam barwę i z lisa przemieniam się w lwa. A teraz panie chemiku i panie sekretarzu, zróbcie mi tę przyjemność i idźcie sobie gdzieindziéj, wypchać słomą ptaka i list przeczytać.
— A to dla czego? zapytał rejent.
— Bo mam z waszą królewską mością o ważnych przedmiotach do mówienia.
— Idź do djabla z twojemi interessami! czas minął, przyjdź jutro, zawołał rejent.
— Wasza królewska mość nie zechcesz; ażebym do jutra w tém brzydkim okryciu pozostał. Mógłbym nagle umrzéć. Byłbym niepocieszony!
— Zrób jak ci się podoba. Postanowiłem sobie, że resztę dnia rozrywce poświęcę.
— To doskonale! bo ja właśnie przybyłem, skłonić waszą królewską mość, byś się także przebrał.
— Ja? co ty gadasz Dubois? wymówił rejent, przypuszczając, że Dubois mówi tylko o jednej z jego zwyczajnych maskarad.
— Aż ci ślinka do ust idzie, panie Alain, nieprawdaż?
— I cóżeś urządził? gadajże.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/294
Wygląd
Ta strona została przepisana.