Ta strona została przepisana.
— Otóż widzisz, przemówił do niego po długiem milczeniu i gdy już do Paryża dojeżdżali, że twoje doniesienia były fałszywe i niedorzeczne. Miałem taką, ochotę do kazania, a sam kazania słuchać musiałem.
— Wasza królewska mość szczęśliwym jesteś ojcem! I składam powinszowanie moje, co do poprawy młodszéj córki jaśnie oświeconego pana, panny de Chartres. Na nieszczęście, że starsza córka, księżna Berry....
— Och! tamta, nie mów mi o niéj, Dubois, jest to rana niezagojona. I gdy jestem w złym humorze....
— To?
— Mam ochotę korzystać z chwili i na raz wszystko skończyć.
— Ona jest w Luksemburgu.
— Podobno.
— Więc jedzmy do Luksemburga.
— Ty zemną?
— Nie opuszczę waszéj królewskiéj mości téj nocy.
— Ba!