— Nie, panie, to nie to.
— A więc cóż? mów otwarcie.
— Otóż znudziły mnie zabawy i przedsięwzięłam cóś innego robić.
— I cóż będziesz robiła?
— Otóż niebawem zwiedzę z zakonnicami mojemi sklepienie, gdzie spocznie ciało moje, i miejsce w którem mnie pogrzebią.
— Niech mnie diabli wezmą! ozwał się Dubois, na czysto straciła głowę jaśnie oświecony panie.
— Będzie to bardzo budującém, nieprawdaż moi panowie? zapytała ksieni poważnie.
— Niezawodnie; i nie wątpię, że gdy to się rozgłosi, więcéj się z tego naśmieją aniżeli z biesiad twoich.
— Chodźcie panowie! mówiła daléj, chce się położyć na chwile w mojéj trumnie: jest to upodobanie, które powzięłam od niejakiego czasu.
— Masz pani czas po temu, rzekł Dubois, a zresztą ta rozrywka nie jest wynalazku pani, bo ją sobie wymyślił Karól V,
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/26
Wygląd
Ta strona została przepisana.