rzy swojéj głupowatą przyjemność, o ile tylko to zrobić był w stanie.
Kapitana nie całkiem oszukało ale raczéj odurzyło opowiadanie mniemanego Moutonnela. Uśmiechnął się nawet na widok tak niespodziewanego zwrotu, powodowany owém zamiłowaniem niepowściągnioném, jakie ludzie powszechnie mają do niespodzianek pod względem finansowym. I ujęty szlachetnym czynem tego człowieka, który go wszędzie szukał, by mu dług zwrócić, o którym ani wiedział, zażądał od gospodarza butelki wina hiszpańskiego i zaprosił Dubois do swojego pokoju.
Dubois zbliżył się do okna, by wziąść swój kapelusz, leżący na krześle, i w czasie gdy kapitan z gospodarzem rozmawiał, zabębnił zlekka w szybę.
W téj samej chwili kapitan się obrócił.
— Ale może będę zawadzał w pokoju pańskim, mówił Dubois, przybierając minę świętoszka.
— Bynajmniéj! Dobry mam widok z okien, i pijąc sobie, będziemy się przypatrywali
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/258
Wygląd
Ta strona została przepisana.