Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

ści; spojrzał badawczo w koło, a nasamprzód tam, gdzie był zostawił dwóch gwardzistów; ich nieobecność uspokoiła go nieco; a potém zmierzył okiem świeżo przybyłego, który w nim nową wzniecił obawę.... Ależ ludzie, którym coś cięży na sumieniu i lękać się mają powody, w samym zbytku niepokojów swoich nieraz czerpią odwagę, by przeczucie złego pokonać, czyli raczéj oswoją się z niemi i nie zważają już na nie. Poczciwa mina kupca z Saint-Germain ubezpieczyła niejako kapitana, i uprzejmie go powitał.
Dubois głęboko mu się ukłonił. Poczém la Jonquiére zapytał gospodarza, czy przyjaciel na którego czeka, nie przybył jeszcze?
— Tylko ten pan przyszedł, odpowiedział gospodarz. Ale nic pan na téj zmianie nie tracisz: tamten miał przyjść po sto pistolów, a ten tutaj przynosi panu pięćdziesiąt luidorów.
La Jonquière obrócił się ku Dubois, który zniósł spojrzenie jego, nadając twa-