Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

skoczył do okna, otworzył je, i zwracając się do woźnicy, stojącego przed domem fiakra, zawołał.
— Lèvcillé! zajedź przed małe drzwi, które wychodzą na ulicę Deux-Boules, i powiedz Tapinowi, by wsiadł do powozu, gdy mu dam znak, bębniąc palcami po szybie. On już resztę wie.
Zamknął okno i w téjże samej chwili posłyszano turkot oddalającego się powozu.
Zwinny gospodarz powrócił. Na pierwszy rzut oka zobaczył, że gwardzistów już nie było.
— A gdzież się podzieli? zawołał.
— Jakiś sierżant na nich przez okno zastukał i wyszli.
— Ależ mi jeszsze nie zapłacili?
— Zostawili dwunasto-frankową sztukę na stole.
— Ej do licha! Sprzedaję przecież moje wino Orleańskie po ośm butelkę.
— Myśleli, że jako wojskowym, opuścisz coś w cenie.