Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

patrując się nowo-przybyłemu od stóp do głów.
— Gdyby można, bardzoby mi to było miło.
— Czy pan masz interes do tego, który tu mieszka? zapytał gospodarz, który w nim bynajmniéj nie poznawał oczekiwanego kawalera.
— Tak sądzę, odrzekł Dubois pokornie.
— Krótki, gruby.
— Ten sam.
— Tęgo pije?
— Tak jest.
— I zawsze gotów poigrać trzciną, gdy się zaraz nie zrobi, co rozkazał.
— Ten sam, kochany kapitan la Jonquièr....
— Więc pan go znasz?
— Ja, bynajmniej.
— Ach tak; boś go pan powinien był przede drzwiami spotkać.
— A do djabła! więc wyszedł? zawołał Dubois nagło w złym humorze, czego i pokryć nie umiał; ale spostrzegając niebaczność, jaką popełnił, przybrał znowu