Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Dla czegóż taka przezorność?
Gaston się wahał odpowiedzieć.
— Ponieważ.... dla tego.... że gdyby znano twojego obrońcę, możnaby w razie występnych zamiarów, jego środkom ratowania ciebie przeszkodzić.
— Cóż znowu! i ty jesteś tajemniczym, mój ładny Gastonie. Mam ojca, który się ukrywa, i.... kochanka.... trudno mi to wymówić.... który ukrywać się zamyśla.
— Ależ zamiary jego są ci znane przynajmniéj, mówił Gaston, przymuszając się do uśmiechu, by pokryć swoje pomięszanie i rumieniec.
— Ah! pani Desroches nadchodzi... Słyszę jak ruszyła klamką u pierwszych drzwi. Rozmowa nasza wydaje jéj się zbyt długą.... Jestem, tak jak w klasztorze, mój kochany.
Gaston pocałował ładną rączkę, którą mu na pożegnanie podała, właśnie gdy pani Desroches weszła. Helena mu się bardzo ceremonialnie ukłoniła, co Gaston także z całą uczynił powagą. A pani Desroches, w czasie téj nieméj sceny, prze-