dzo zajęci ludzie i wrzucali w płomień różne dziwacznych kształtów przedmioty.
— Cóż to jest? zwrócił rejent zapytanie do ciekawie przypatrującego się Dubois.
— To, co się teraz pali? zapytał opat.
— Tak jest.
— Na uczciwość, jaśnie oświecony panie że to zupełnie jest podobne do basetli.
— Jest to rzeczywiście basetla, ozwała się ksieni, basetla moja, doskonała basetla Valery’ego.
— I ty to palisz? zawołał rejent.
— Te wszystkie instrumenta są tylko źródłem zguby, odrzekła ksieni tonem, który najgłębszy żal i skruchę oznaczał.
— Ach! ach otóż i klawikord! przerwał jéj książę.
— Mój klawikord, panie; był tak doskonałym, że mnie zwracał do myśli światowych. Dziś rano skazałam go na zagładę.
— Jakiemiż to papierami i księgami podtrzymują ten ogień? zapytał Dubois, któ-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/23
Wygląd
Ta strona została przepisana.