Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

podejrzenia i odkrywasz przedemną ochydne bezdroża serca ludzkiego, na które patrzeć się wzdrygałam, powiem ci z równąż otwartością: ten człowiek, jak go nazywasz, czyliż mnie nie miał w mocy swojéj? czyliż dom ten, w którym zostaję, nie jest jego własnością? ludzie, którzy mnie otaczają, nie sąż oddani rozkazom jego?.... Gastonie, powziąłeś złą myśl o moim ojcu, przeprosisz mnie za to, jeżeli mnie kochasz.
Gaston z rozpaczą rzucił się na krzesło.
— O mój drogi, nie niszcz jedynéj i najczystszéj pociechy, jaką kiedykolwiek doznałam. Nie zatruwaj mi szczęścia mojego życia, nad którem nieraz ubolewałam, że samotnie upływa; i byłoby całkiem opuszczone i smutne, gdyby nie owo uczucie, którego nam niebo skąpić sobie każę. Niechżeż teraz miłość dziecięca wynagrodzi mi wyrzuty sumienia, których nie raz doznaję, że ciebie aż do ubóstwienia kocham!
— Heleno, wybacz mi! zawołał Gaston. Tak, ty masz słuszność, ja kalam twoję