Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nąć niepewność co do mojego losu; że pogardzi owemi względami, które go dotąd zmuszały, by się wyparł córki swojéj.
— Słowa.... i tylko słowa!.... Ale.... jakiż ci dal dowód przywiązania swojego?... Wybacz moim natrętnym pytaniom, Heleno, lecz widzę przepaść nieszczęść przed nami. Chciałbym, by na chwilę twoja łagodność anielska, która mnie dumnym czyni, ustąpiła przenikliwości szatańskiéj. Zrozumiałabyś mnie wtedy, i niepotrzebowałbym ci tyle czynić zapytań, które tobie ubliżając, mnie wstyd przynoszą. A przecież są one potrzebne dla przyszłego szczęścia naszego.
— Nierozumiem ciebie, Gastonie, i nie wiem co ci odpowiedzieć.
— Okazywał-że ci wielkie przywiązanie?
— O, wielkie, zapewne.
— Ale w tej ciemności, chcąc z tobą mówić, zbliżyć się do ciebie....
— Ujął mnie za rękę, a ręka jego więcéj od mojéj drżała.
Gaston z wściekłością sciskał pięści swoje.