Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Lecz ja ufam tobie zupełnie, dodał z uśmiechem, i pozwalam ci być ostrożną nawet i zemną, skoro ojciec twój tak kazał. Jednakżeż pytać cię jeszcze o coś będę. Nie rozgniewasz-że się o to?
— Bynajmniéj!
— Czyś bardzo szczęśliwa? czy możesz być dumną z twojego ojca?
— Tak myślę. Zdaje się, że serce ma szlachetne, a głos jego jest miły i dźwięczny.
— Głos jego! Ale.... czy podobny do ciebie?
— Nie wiem.... nie widziałem go.
— Nie widziałaś go?
— Nie.... bo noc była....
— Twój ojciec nie pragnął widzieć córki? ciebie? tak pięknéj!.... O jakaż to obojętność!
— Ależ nie, mój kochany, on wcale nie jest obojętnym zresztą on mnie zna. ma mój portret. Pamiętasz, przeszłéj wiosny, zazdrościłeś portretu....
— Nie rozumiem tego wszystkiego. Ale dla czegóż się z tobą nie widział?