— A więc, wystaw sobie moją radość, Gastonie: bo tutaj znajduję takąż samą opiekę, tęż samą miłość, lecz trwalszą jeszcze.
— Jakto? zapytał Gaston zdziwiony.
— Bom znalazła....
— Co takiego, w imię Boga!
— Mojego ojca....
— Twojego ojca! ach, moja Heleno, jakżem szczęśliwy! dzielę twoję radość.
Jakież to szczęście! ojciec będzie czuwał nad moją kochanką, nad żoną moją.
— Będzie czuwał.... zdaleka.
— Jakto! więc się rozłącza z tobą?
— Niestety! podobno że świat nas rozłącza.
— Czy w tém jest jaka tajemnica?
— Nawet i dla mnie. Bo możesz sobie wystawić, że gdyby nie tak było, już byś wiedział o wszystkiém: dla ciebie nie mam żadnéj tajemnicy.
— Jakieś nieszczęście familijne..... proskrypcja rodziny twojéj.... Jakieś czasowe przeszkody!
— Nic o tém wszystkiém nie wiem.
— A więc jak najwyraźniéj sekret.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/222
Wygląd
Ta strona została przepisana.