Gaston nic jéj nie odpowiedział, a spoglądając badawczo wokoło wyrzekł. — »Te bogate obicia, te malatury kosztowne, srebro i złoto u gzymsów.... Heleno, twoi opiekunowie muszą być nader bogaci.?«
— I mnie się tak zdaje, odpowiedziała młoda dziewczyna z uśmiechem. A mówiono mi jednakże, że te obicia, malatury i złocenia, które ty podziwiasz i ja podziwiałam, są już stare, niemodne, i mają być w krotce innemi, piękniejszemi zastąpione.
— Przekonano się, że Helena zamieni się w wielką i możną damę, wyrzekł Gaston przymuszając się do uśmiechu, bo mi już kazała w przedpokoju poczekać.
— Mój kochany, czyliżeś tam na stawie, nie wyczekiwał całe godziny?
— Byłaś wtedy w klasztorze i zależna od wielebnéj matki, szanownéj ksieni.
— Ten tytuł jest świętym, nieprawdaż?
— O tak!
— Nakazuje poszanowanie i posłuszeństwo!
— Bezwątpienia.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/221
Wygląd
Ta strona została przepisana.