Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

ażebyś jeszcze z głębi klasztoru twoich na mnie popuścić miała.
— Niestety, panie! odparła ksieni tonem poddania się, wyprawiając bale, uczty, koncerta, które wymieniano jako najświetniejsze w Paryżu, nie zdołałam się podobać owym nieprzyjaciołom, ani tobie panie, ani nawet saméj sobie, a cóż dopiero dzisiaj, gdy żyję zamknięta i samotna. Wczoraj po raz ostatni zetknęłam się z światem, dzisiaj, nie spodziewając się odwiedzin twoich, panie, zrobiłam jedno postanowienie i nie odstąpię od niego.
— I jakież to? zapytał rejent niewątpiąc bynajmniéj, że chodzi o jakie nowe szaleństwo, które tak były właściwe jego córce.
— Przybliż się panie do okna i wyjrzyj, odpowiedziała ksieni.
Rejent, na to wezwanie, przystąpił do okna i zobaczył, że na dziedzińcu wielki rozpalono ogień. W téjże chwili i Dubois, ciekawy jak gdyby był rzeczywistym Opatem, przysunął się także do niego.
Do owego ognia przybiegali jacyś bar-