— Jakto! milcz?
— Ani słówka więcéj o tym przedmiocie, zakazuje ci to, wyrzekł rejent z powagą.
— O, widzę, że i wasza królewska mość przykry miałeś sen, czy mogę go wytłumaczyć?
— Panie Józefie, odeśle cię do bastylji.
— Do bastylji, skoro tylko wasza królewska mość zechcesz; ale ta Bretonka...
— Jest moją córką! panie opacie.
Dubois się cofnął o kilka kroków, a jego uśmiech szydzący ustąpił przed wyrazem najwyższego zdumienia.
— Córka!... jaśnie oświeconego pana!.... Któż jest jéj matką, u licha?
— Najgodniejsza kobieta, i która miała ten zaszczyt, umrzeć, zanim ciebie poznała.
— A dziecko?
— Diecie ukryto, by go nie plamiły spojrzenia tak ochydnych istot, jak ty jesteś.
Dubois się skłonił głęboko, z wyrazem wysokiego poszanowania ale oraz i z mi-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/217
Wygląd
Ta strona została przepisana.