Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— By ocalić waszą królewską mość, tak ja twierdzę.
— By mnie ocalić! co tego, tom nie przypuszczał.
— A więc, jaśnie oświecony panie, mówił Dubois daléj, z uśmiechem szatańskim. I cóż ta mała?
— Śliczne dziecko.
— Spodziewam się, bo z tak daleka przywieziona!
Rejent brwi zmarszczył. Ale pomyślawszy, że Dubois nic więcéj nadto nie wie, rozmarszczył znowu czoło i uśmiechnął się.
— Otóż Dubois, jesteś niezaprzeczenie wielkim człowiekiem.
— O, tylko wasza królewska mość o tém wątpiłeś! A jednakżeż wpadłem w niełaskę.
— Ty?
— Bez wątpienia, bo jaśnie oświecony pan ukrywasz się przedemną.
— No, nie gniewaj się.
— A miałbym powód, wyznaj to, jaśnie oświecony panie, sam.