— Nasamprzód u drzwi jakaś straszna duegna, wysoka, chuda, żółta.
— Poczekaj, polecę jéj ciebie, i bądź pewien, że pierwszy raz, gdy cię spotka, to ci oczy wydrze.
— A w salonie.... Tam do licha! w salonie....
— Otóż czego widzieć nie mogłeś, mój kochany, nawet i we śnie.
— O jaśnie oświecony panie, zniszczył byś mnie tém przypuszczeniem: płacę 500,000 liwrów mojej policyi tajnéj, i źle by było, gdybym za to w głąb mieszkali nie miał zajrzeć.
— Więc cóżeś tam widział?
— Naprawdę, jaśnie oświecony panie, śliczną młodą Bretonkę, lat szesnaście a najwięcej siedmnaście.... Tak, śliczna jak amorek; przybyła wprost od Augustjanek z Clisson; towarzyszyła jéj poczciwa stara siostra, którą zaraz po przybyciu oddalono.... Czy nie tak?
— Wyznam szczerze, już nieraz sądziłem, że jesteś diabłem w cielonym w opata, na zgubę moję.
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/214
Wygląd
Ta strona została przepisana.