Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Rejent spał jeszcze.
Dubois stanął przy łóżku i przypatrywał mu się z uśmiechem, który miał cóś małpiego lecz i szatańskiego zarazem.
Nakoniec postanowił go obudzić.
— Hejże! jaśnie oświecony panie, zbudź się wasza królewska mość.!
Książe otworzył oczy, zobaczył Dubois, i chcąc go się pozbyć opryskliwością, do któréj minister jego tak nawykł, że się po nim przemknęła, jak woda po płótnie woskowaném, zawołał:
— Ach to ty, opacie! Idź sobie do diabła!
I obrócił się twarzą do ściany.
— Od niego właśnie wracam, jaśnie oświecony panie, ale że był bardzo zajęty, więc mnie odesłał do waszéj królewskiéj mości.
— Daj mi pokój. Zmęczonym.
— Bardzo wierzę. Noc była burzliwą, nieprawdaż?
— Cóż przez to chesz powiedzieć? zapytał książę obracając się w połowie.
— Powiadam, że to, cóś jaśnie oświecony pan zeszłej nocy robił, nie jest