żu niezupełnie będziemy rozdzieleni. Jakżeż odbędziesz tę podróż?
— Powozem klasztoru, podobno pocztą, ale z długiemi przestankami, bym się zbytecznie nie utrudziła.
— Któż jedzie z tobą?
— Jedna z zakonnic, będzie mi towarzyszyła aż na miejsce i oddawszy w ręce osób, które mnie wyglądają, znowu powróci do swojego klasztoru.
— Więc wszystko idzie jak najlepiéj Heleno. Ja za tobą jadę konno, niby ci zupełnie obcy i nieznany podróżny. Każdego wieczora będziemy z sobą mówili, a jeżeli to się nie uda, to przynajmniej widzieć cię będę. Jesteśmy tylko w połowie rozłączeni, Heleno!
I obojga, z całą ufnością młodego wieku w przyszłość, powitawszy się ze łzami i z skłopotanym umysłem, żegnali się teraz z uśmiechem na ustach i nadzieją w sercu, Gaston przebył również szczęśliwie, jak poprzednio, po zmarzniętéj powierzchni stawu, i dobiegł drzewa, przy którem ko-
Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/110
Wygląd
Ta strona została przepisana.