Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wszystkiém podobnymi do siebie uczynić, i że nietylko ty sama nie wiesz, co cię jutro czeka.
— Gastonie, Gastonie! dziwną jest mowa twoja.
— Heleno! i mnie jakaś przeciwność popycha, któréj winienem być posłusznym; i ja jestem poddany jakiéjś wyższéj i niezłomnéj władzy.
— I ty także? o mój Boże!
— A władza ta, Heleno, może mi rozkazać opuścić cię za tydzień, za dni kilkanaście, za miesiąc.... może mi rozkazać, bym nie tylko ciebie ale nawet i Francją opuścił!
— Ach co ty mówisz Gastonie?
— Że w uniesieniu miłości mojéj, a raczéj z powodu egoizmu mojego, nie śmiałem ci tego pierwéj powiedzieć. Szedłem z zamkniętemi oczyma daléj a daléj. Dzisiaj rano przejrzałem. Muszę cię pożegnać, Heleno!
— I cóż daléj będzie?.... Cóż zamyślasz?.... I cóż się stanie z tobą?
— Niestety! każde z nas ma swoję ta-