Przejdź do zawartości

Strona:PL A Dumas Córka rejenta.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Nie. Jest to podobno głęboka, niedościgła tajemnica, od któréj całe szczęście moje zależy. Lękam się tylko, Gastonie, by ci krewni nie byli wielkimi panami. Bo zdaje mi się, może się mylę.... ale zdawało mi się, że nawet sama przełożona nasza.... mówiła do mnie, nie wiem jak ci to powiedzieć, Gastonie. ale.... mówiła to mnie z pewnym rodzajem uszanowania.
— Do ciebie, Heleno?
— Tak jest.
— To coraz lepiéj! i Gaston westchnął głęboko.
— Jakto, coraz lepiéj? zawołała Helena. Gastonie, czyliż ty się cieszysz z tego.
— Nie, Heleno; ale się cieszę, że znajdujesz w téj chwili rodzinę, gdy możesz utracić przyjaciela.
— Utracić przyjaciela, Gastonie? Nie mam tylko ciebie! Czyliżbym ciebie utracić miała?
— Jestem przynajmniéj zmuszony, pożegnać cię na czas pewien.
— Co mówisz?
— Że przeznaczenie chciało nas we