całej okolicy. Wieś sama może nie wielka, za to terytorja do niej przynależne rozciągają daleko swe granice, w największej części są pokryte zbożem, a każda wyniosłość, każdy pagórek zdaje się uginać pod ciężarem winnych latorośli. Nie trzeba chyba dodawać, że wszyscy prawie mieszkańcy są rolnikami lub właścicielami winnic. Naturalnie i tam nie brak piekarza, kupca tytoniu, karczmarza, szewca, stolarza, nie brak też i biedaków, nie posiadających żadnej własności, którzy pragnąc zapracować na kawałek chleba, muszą wysługiwać się innym.
Za to nie znajdziemy tu ani jednego żebraka, gdyż tam, gdzie pracy dla wszystkich wystarczy, o nędzy mowy być nie może. We wsi, prócz jednego robotnika mającego zbyt liczną rodzinę do wyżywienia i drugiego, który wskutek ciągłej niemocy zarabiać nie może, znajdzie się chyba jaki próżniak na głód narzekający.
Rolnicy tej wsi mają się dobrze, są nawet tacy, którzy zasługują na nazwę bogatych, o tem wie każdy, gdyż dowodzą tego dostatecznie trzody bydła, owiec i koni zapełniające pastwiska.
Mateusz Raclot, syn biednego wyrobnika, był w dwudziestym szóstym roku życia parobkiem, czyli służył u jednego z najbogatszych dzierżawców kraju, i zdawał się być przeznaczonym na noszenie tej godności do końca życia.
Był inteligentny, wcale nie brzydki, umiał pisać, czytać i rachować. Wysoki i tęgi, odważny, o zdrowiu czerstwem, nie bał się pracy, miał też jedną, wielką
Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/8
Wygląd
Ta strona została skorygowana.