Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Marto, tyś pierwsza zrozumiała, że nie możesz zostać żoną Jerzego de Santenay, wielki majątek twego ojca utworzył zaporę między wami. Lecz majątek już przestał istnieć, a przeszkody przezeń zbudowane twoje drobne rączki skruszyły. Przepaść zniknęła między wami, powody, dla których nie chciałaś być żoną Jerzego przestały istnieć. Twoje postępowanie, zmazało winy ojca. Pamięć o nim przestała być wstrętną.
— Niestety plama nie da się zatrzeć...
— Nie mów tego — staruszka przerwała. — Plama o której mówisz znikła bez śladu. Zapytaj uczciwych, a usłyszysz co ci odpowiedzą. Ja jestem dobrym sędzią w tym względzie, nie bój się, ale gdy patrzę na córkę, stoję w uniesieniu i podziwiam, zapominając o jej ojcu!
— Pani, łaski...
— Bronisz się? Nie chcesz by cię podziwiano, pozwól przynajmniej się kochać! Lecz wracam do rzeczy: Kazałaś Jerzemu de Santenay, zapomnieć o sobie na zawsze, otóż ponieważ chcę być prawdomówną, nie przeczę, że mój siostrzeniec pragnął cię usłuchać, a mój szwagier i ja zachęcaliśmy go ciągle. Lecz wszelkie upomnienia, wszelkie zachęty przeszły bez skutku. Starania Jerzego by cię zapomnieć, zrodziły w nim jeszcze gorętszą miłość. Chciał cię zapomnieć, a nie mógł myśleć o niczem, prócz o tobie, jedynie. No, no, nie rumień się, przed kobietą starą, znam się na sprawach serca i wznoszę je wyżej nad wszystko. No, nie drzyj tak. Pytałam cię przed chwilą, czy wstępujesz do klasztoru z powołania, milczałaś, nie rzekłaś mi: tak, gdyż twoje