Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

do siebie, objęła ramionami i kilkakrotnie pocałowała w czoło z czułością matki.
— Och pani — szeptała zawstydzona dziewczyna.
— Pojmuję twoje zdziwienie — mówiła ciotka Jerzego de Santenay — nie spodziewałaś się, spotkać mnie tutaj, w chacie twojej mamki. Może wiesz, że znam państwa Rousselet. Od dawna zapraszają mnie do siebie, wybrałam się w końcu i od wczoraj wieczór jestem w Aubécourt. Ach, moje dziecię, jak się cieszę tem przybyciem? Jaki wspaniały dramat rozegrał się przede mną! Tylu nieszczęśliwym wróciłaś radość, szczęście, życie! Wszystkie błogosławieństwa niebios spadną na twą głowę! Ta matka, którąś uściskała w obliczu wszystkich! Te dzieci całujące rąbek twej szaty! Ten starzec, ten stary Bertrand, nie może wstrzymać się od łez, gdy ciebie wspomina! Te kwiaty, rzucane ci pod stopy! O! wspaniały tryumfie cnoty! Marto, pozwól się uściskać! Sama nie wiesz coś uczyniła, szlachetna dziewico! Ty nie spodziewasz się... Porzucić świat, jego bogactwa i rozkosze a ślubować dozgonne ubóstwo jest rzeczą boską! Lecz pozwól niech usiędę i porozmawiam z tobą.
Usiadły na jedynych dwóch krzesłach w pokoju.
Mamka cofnęła się do przyległej izby i zamknęła drzwi za sobą.
Po chwili milczenia, panna Lormeau przemówiła:
— Powiedz mi dziecię, jakie masz zamiary na przyszłość? Co będziesz robić?
— Jutro opuszczę dom mojej mamki i Aubécourt. Odjeżdżam do klasztoru Dominikanek.

— Chcesz zostać zakonnicą.